WYSZUKAJ

zaawansowane



I
 
II
 
III
 
IV
 
V
 
VI
 
VII
 
VIII
 
IX

Nowe stanowisko (00:28:23)
Biuro Kierownika Wydziału Kultury w Pułtusku.

W Mławie tłum odprowadzał mnie do autobusu. Skandowali tytuły moich wierszy. W Serocku dyktowałem entuzjastom moje zaangażowane erotyki. A towarzysz Jan Winnicki przysłał mi kosz delikatesowy z Pewexu z tą oto wizytówką. (Wręcza Aniołowi wizytówkę Winnickiego, ten chowa ją do kieszeni marynarki.) A tutaj u was widzę organizacja szwankuje. Żeby na spotkanie ze mną nie było sali, plakatu, kogoś wprowadzającego, czy nawet publiczności?! Co pan na to?

Rozumiem. Wypiszę panu rachunek za trzy spotkania. Pani Basiu!!! No, w ten sposób nasz wydział wykona plan i pan nie będzie stratny.

Panie kierowniku, pan obraża godność moją jako twórcy... No ostatecznie może być... cztery!

 Wchodzi pani Basia

Panie kierowniku listonosz z poleconym czeka od kwadransa.

To co?

Boi się, że mu kolejka przepadnie.

No dobrze.

 Anioł otwiera list, czyta jednocześnie ocierając pot z czoła.

Czy coś złego?

Wręcz przeciwnie panno Basiu, proszę kieliszeczki! (Wskazuje na listonosza i poetę.) Pan siada, pan też. Taka wiadomość! Taka wiadomość! Niech pan siada.

Co się stało?

rozluźniając krawat - Otóż chciałem państwu oświadczyć, że dostałem wysokie stanowisko w Warszawie wraz z przydziałem nowego mieszkania w nowej dzielnicy.

Jezus Maria, już daję kieliszki! Naczelnika to chyba szlag trafi na miejscu.

Panie kierowniku, może pan zdradzić... do ministerstwa, czy jeszcze wyżej?

Nie mogę niestety, nie mogę. To funkcja wymagająca dyskrecji. No to chlup. (Wypijają po kieliszku wódki.)

Dyskrecja przede wszystkim - uczyli.

do listonosza - Niech pan wreszcie zdejmie tę czapkę.

Nie mogę, to... służba. A pan to jesteś spokojny człowiek. Inny to by się przejął a pan tak zimno, wódka na stół i proszę bardzo. A to inny to nerwowy panie. Na przykład ten Ziemski, pan wie, ten kierownik sklepu mięsnego, list mu do skrzynki wrzuciłem, a w tym liście było, że mu jedna z Radomia dziecko urodziła. No to mało go szlag nie trafił. Ha, a żona to prawie że zemdlała. I o dziecko chodziło, nie o jakieś stanowisko w Stolycy.

przecierając twarz chusteczką - Tia, no to chlup!

 Listonosz z panną Basią idą przez pułtuski rynek.

Widzi pani jak to jest?

Tak, tak. No patrz pan, wszyscy mówili, że już się skończył, tylko patrzeć jak wyleci. A on? Do Warszawy.

Ludziom to teraz nie można wierzyć. O przepraszam, mam teraz kolejkę.

No to leć.

  «« poprzedni następny »»

 
mapa strony | reklama | copyright © MAJL 2007 - 2008