WYSZUKAJ

zaawansowane



I
 
II
 
III
 
IV
 
V
 
VI
 
VII
 
VIII
 
IX

Chory Matraszak (00:46:23)
Starzy koledzy Balcerka postanowili go odwiedzić, przywieźć przy okazji jego meble, a przy okazji...

Bardzo panią przepraszam, czy pani nie wie, gdzie tu mieszka Balcerek?

Nie wiem, ja nawet nie wiem gdzie jest sklep.

A taki malutki, chudy taki no, gdzieś tu mieszka?

Wie pan, tam mieszka taki jeden wysoki, ale to chyba nie ten.

Ha, ha, wysoki to nie, przepraszam. (Mówi do Leberki.) Nie wie nic. Może w tamtym bloku, jedźmy tam. (Zsiada z wozu i podbiega do stojącego obok Milicjanta.) He, he. Bardzo przepraszam, czy szanowny pan jest tu obywatelem dzielnicowym?

O co chodzi?

Yyy... z razu poznałem, że obywatel dzielnicowy jest panem dzielnicowym.

Szukamy naszego kolegi, Balcerek Józef, syn yyy... Stanisława.

Stanisława, gdzie on mieszka znaczy się?

Co ten koń taki brudny? Trzeba umyć. Tu w ogóle nie wolno zatrzymywać się. Musicie jechać, nie tamować ruchu, rozumiemy się? No.

Wio stara, wio. No nie dobrze jasna cholera.

Nie dobrze, nie dobrze.

Dwa tygodnie Ziutek tu mieszka a nawet milicja go nie zna.

Pewnie się rozchorował ze zgryzoty, leży bidula jak plan pięcioletni. Nawet mu szklanki wódki nie ma kto podać.

Wio wiśta, wio! Stara wio!

 Do doktora Kołka po prośbie przychodzi Balcerek.

Co jest?

No mam chorych w domu, no poważna sprawa.

Aha, dobrze, tylko narzędzia wezmę.

A nie, nie, nie trzeba.

To ja chyba lepiej wiem nie?

 Przychodzą do mieszkania Balcerka. Tam przy stole obstawionym flaszką i słoikiem ogórków siedzą koledzy, którzy w końcu jak widać dojechali do Ziutka.

Gdzie są chorzy?

pokazując chorych przy stole - Nie tu, tu! Panie doktorze, o! Proszę, pan siada panie doktorze, o! Rodacy panie doktorze graty przywieźli o i sam pan widzi. (Nalewając wódki do szklanki dla doktora.) Proszę.

Ni, nie, nie. Nie mogę, nadkwasotę mam i nieżyt. Nie mogę.

No to kolesie mnie odwiedzili no i wszyscy są chorzy no, pan doktor rozumie? Paraliż pracowniczy he, he.

Nie panie Balcerek. Naprawdę nie mogę. (Matraszak częstuje go ogórkiem.) Nie, dziękuję. Mam nadkwasotę. Pan nie wie co się u nas dzieje. Mamy zarządzenia, przepisy. NIK nie wychodzi z przychodni, bada ile my proszę pana aspiryn wydajemy, a absencja rośnie, statystyka coraz gorsza... nie mogę.

No to jak panie doktorze, co w ogóle zwolnień się nie będzie wydawać?

Będą dawali w kadrach albo w ZUS-ie, ale dopiero jak panu tramwaj nogę utnie albo paraliż pana trafi, inaczej nie.

 Do mieszkania wchodzi Kotek z Balcerkową, pomagając jej wnieść biurko.

Och ty w życiu.

No dyscyplina musi być. A jak pan widzi naprawdę nie mogę panie Balcerek.

Kategorycznie, w ogóle nie będą dawali... no ale jak pan doktór nie może.... no to trudno no.

Nie mogę.

Doktor naprawdę nic nie może no... mowy nie ma żeby mógł. Więc pan się z niczym do doktora nie zwracaj.

wypija wódkę, Matraszak częstuje go ogórkiem - Dziękuję, nadkwasota. (Otwiera teczkę i wyjmuje swoje "narzędzia" pracy.) Coś do pisania poproszę.

podając mu długopis - Proszę.

Nazwisko?

Matraszak Władysław. Grabarz.

  «« poprzedni następny »»

 
mapa strony | reklama | copyright © MAJL 2007 - 2008