|
|
 |
Krzesło! |  |

|
 |
Krzesło! |  |

|
 |
Krzesło! |  |

|
 |
Krzesło!... A jest krzesło. |  |

|
 |
Widząc co niesie sekretarka - To jest gazetka... |  |

|
| | Sekretarka wchodzi na krzesło, jednak zamiast wyczekiwanej listy przydziałów wywiesza plakat o treści: "Nasza odpowiedź wichrzycielom - czyn społeczny". Pchający się do gablotki tłum zrzuca z krzesła sekretarkę. |  |

|
 |
Głośno! Głośno czytać! |  |

|
 |
poprawiając włosy - Co za chołota! |  |

|
 |
Sama pani jest chołota! |  |

|
 |
do Sekretarki - Przepraszam, a kiedy będzie lista? |  |

|
 |
Dzisiaj nie będzie. Nie ma prezesa, nie ma kto podpisać. |  |

|
 |
komentując sytuację - To nie to, to nie ta lista! |  |

|
 |
Nie ma się po co pchać... |  |

|
 |
Co? |  |

|
 |
Nie ma po co się pchać, to nie ta lista. |  |

|
 |
przepychając się - Ja wiem, ja wiem proszę pana, ale ja mogę sprawdzić. Prawda? |  |

|
 |
Nie, no to jest skandal! |  |

|
 |
...łobuzeria! |  |

|
 |
Nie no, jak oni nas traktują... |  |

|
 |
Jak w szkole! Jak w szkole! |  |

|
 |
Coście się państwo przyczepili do kobiety, no? Nie ma prezesa to i listy nie może być. |  |

|
 |
To wywiesić bez podpisu! |  |

|
 |
O! O! |  |

|
 |
Nie no, bez podpisu jest nieważna. |  |

|
 |
O! Mądry się znalazł. |  |

|
 |
W łapę wziął to mu wszystko jedno. |  |

|
 |
O tak, łapownik! |  |

|
 |
Bezczelny! |  |

|
 |
Trzeba tam wejść i zabrać im tę listę siłą! |  |

|
 |
Tak jest! Bardzo dobrze! Siłą! |  |

|
 |
Nie, nie, nie! Proszę państwa, chwileczkę, przecież tak nie można. Trzeba spokojnie. |  |

|
 |
To co mamy robić? |  |

|
 |
Trzeba czekać. |  |

|
 |
Dobrze, tylko ja już siedem lat czekam. |  |

|
 |
To jeszcze dzień pan wytrzymasz. |  |

|
 |
Ja proponuję tak. Proszę państwa, wybrać komitet społeczny, obdarzyć zaufaniem i wysłać na "petatacje". |  |

|
 |
Na co? |  |

|
 |
No, żeby przedstawili swoje postulaty, no. |  |

|
 |
Tak jest! Bardzo dobrze! Ja proponuję kandydaturę tego pana, który to wymyślił. Kto jest za? |  |

|
 |
Brawo! Tak! |  |

|
 |
A ja się nie zgadzam. |  |

|
 |
Dlaczego? |  |

|
 |
A skąd ja wiem, czy pan jesteś na liście, a czy pan się nie dopiszesz? |  |

|
 |
Proszę pana, to jest kwestia zaufania, prawda? |  |

|
 |
A ja do pana nie mam zaufania. |  |

|
 |
Dobra, to chodź pan ze mną! |  |

|
 |
A proszę bardzo. Mogę iść. Kto jest za moją kandydaturą? |  |

|
 |
Trzeba wybrać kogoś trzeciego. |  |

|
 |
Najlepiej kobitę, najlepiej. |  |

|
 |
Nie nie. Najlepiej kogoś z młodzieży. |  |

|
 |
Ale kobita najlepiej... |  |

|
 |
Ale młody najlepiej się dogada z urzędniczką. |  |

|
| | Rozmowa przeradza się w spór, na to wszystko wchodzi Szanowany Redaktor Telewizji. |  |

|
 |
A co to jest? Nie ma listy jeszcze? |  |

|
 |
No nie ma jeszcze. |  |

|
 |
O 11-tej miała być... |  |

|
 |
Nie ma. |  |

|
 |
Przecież to skandal jest panowie. |  |

|
 |
No skandal! No pewnie, że skandal! |  |

|
 |
Skandal! |  |

|
| | Redaktor wchodzi do sekretariatu. Dwie sekretarki rozmawiają ze sobą. |  |

|
 |
Wyobraź sobie, że dostała spadek od jakiegoś faceta, którego zupełnie nie zna. |  |

|
 |
To jej narzeczony był chyba. |  |

|
 |
Tak... |  |

|
 |
Telewizja. Dzień dobry. To ja dzwoniłem wczoraj. |  |

|
 |
O dzień dobry. To pan redaktor. No więc widzi pan, zaszły pewne komplikacje, ponieważ wczoraj zebrała się ta komisja, no ale nie było wszystkich członków. No i nie mogliśmy zrobić tej listy w końcu, a teraz prezes jest... pojechał do miasta. |  |

|
 |
Ale kochana ja nie mam czasu. Ja kamerę tylko dostałem na dzisiaj. To zrobimy tę listę raz dwa i będzie po krzyku. |  |

|
 |
No ale tak nie można... |  |

|
 |
No jak to nie można. Co to wy nie macie kandydatów, czy co? |  |

|
 |
No jest osiemdziesięciu kandydatów, same pilne sprawy, ale jest tylko czterdzieści mieszkań, no i... zaraz panu pokażę tę listę... o tu, proszę. |  |

|
 |
Co to mamy? No to tylko trzeba wziąć długopis, o... |  |

|
 |
Ale nie można tak... |  |

|
 |
Ale jakby prezes pytał, to pani powie, że telewizja. A my tu potem panie bardzo ładnie sfilmujemy. Panią przy maszynie - bardzo pięknie będzie. Co tu mamy? Co tu mamy? Balcerek? Niech ma... Cichocki Dionizy - o Jezu jakie imię. (Wykreśla go z listy.) Czechowicz - oj nie dobrze się kojarzy. Co tu mamy? Dąb Rozwadowski - niech ma. I raz (cały czas kreśli listę.) i tak, i tak. (Obraca ją na drugą stronę.) I tu jeszcze mamy - a to skrótem. O i teraz trzeba to ładnie przepisać. O! |  |

|
 |
No dobrze, ale tylko dla telewizji. |  |

|
 |
Bardzo proszę. Dziękuję bardzo. |  |

|
|
|